Osoby spłacające kredyt we frankach szwajcarskich często zauważają, że kurs, po którym bank przeliczał raty, różnił się od kursu w kantorze czy w NBP. To nie przypadek. Banki same ustalały kurs franka w swoich tabelach – i robiły to na swoją korzyść. Wyjaśniamy, jak to działało i co możesz dziś z tym zrobić. 

Czym był spread walutowy i dlaczego kosztował Cię pieniądze?

Spread walutowy to różnica między kursem, po którym bank kupował franki, a kursem, po którym je sprzedawał. Bank wypłacał Ci kredyt po jednym kursie, a raty przeliczał po drugim, wyższym. Ta różnica trafiała do banku – bez żadnego dodatkowego świadczenia z jego strony. 

W praktyce oznaczało to, że nawet gdyby kurs franka w ogóle się nie zmienił, i tak trzeba by płacić więcej, niż wynikało z realnej wartości pożyczonych pieniędzy. Spread nie był jednorazową opłatą – naliczał się przy każdej racie, przez cały okres kredytowania, czyli często przez 20-30 lat.

Długopis leżący na wyciągu bankowym ze zestawieniem wpłat – wyliczenie spreadu walutowego i rat kredytu.

Jak bank ustalał kurs franka w tabeli kursowej?

W większości umów robił to całkowicie samodzielnie, bez jasnych, sprawdzalnych zasad. Tabele kursowe banku nie były powiązane z żadnym niezależnym wskaźnikiem, takim jak kurs średni NBP powiększony o stałą, jawną marżę. W umowach pojawiały się zwykle ogólne sformułowania w stylu „kredyt jest przeliczany według kursu obowiązującego w banku w dniu spłaty”. Nie wskazywano, z czego ten kurs wynika, jak często się zmienia ani jaka jest maksymalna dopuszczalna marża banku. Innymi słowy – bank miał w rękach jednostronne narzędzie do kształtowania zobowiązania, a konsument nie miał możliwości tego zweryfikować ani zakwestionować w trakcie spłaty.

Dlaczego dowolne ustalanie kursu jest niedozwolone?

Zgodnie z prawem konsumenckim, zapisy umowy, które nie były z Tobą indywidualnie negocjowane i kształtują Twoje obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, są nieważne. Mówiąc prościej: jeśli bank mógł jednostronnie i bez żadnych ograniczeń decydować, ile masz mu zapłacić, to taki zapis Cię nie wiąże. Sądy określają takie postanowienia jako klauzule abuzywne

Kluczowe jest to, że nie chodzi o to, czy bank rzeczywiście zawyżał kurs w sposób rażący – wystarczy, że umowa dawała mu taką możliwość, a konsument nie mógł tego skontrolować. Sama konstrukcja zapisu, a nie to, jak bank z niej korzystał, decyduje o jego nieważności. „Klient nie musi udowadniać, że bank faktycznie zawyżał kurs. Wystarczy, że umowa nie precyzowała, jak ten kurs powstaje – to samo w sobie jest wadą prawną umowy” – tłumaczy jeden z prawników specjalizujących się w sprawach frankowych

Co mówią sądy i TSUE o kursie w umowie kredytowej?

Linia orzecznicza w Polsce jest od lat jednolita i korzystna dla kredytobiorców. Sądy konsekwentnie uznają klauzule przeliczeniowe oparte na tabelach kursowych banku za niedozwolone, co w wielu przypadkach prowadzi do stwierdzenia nieważności całej umowy kredytu

Wpływ na tę linię orzeczniczą miały kolejne wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które potwierdziły, że umowa nie może być „uzupełniana” przez sąd w miejsce usuniętej klauzuli kursowej – jeśli zapis jest wadliwy, znika, a nie zostaje zastąpiony innym mechanizmem. Efekt jest taki, że zdecydowana większość spraw sądowych dotyczących kredytów frankowych kończy się wygraną kredytobiorcy

Srebrna moneta z symbolem Helvetii – ilustracja do artykułu o kredytach we frankach szwajcarskich.

Ile realnie można odzyskać?

Osoba, która w 2007 roku zaciągnęła kredyt frankowy na 250 000 zł, przez kilkanaście lat spłacała raty przeliczane po kursie tabeli bankowej. Po przeliczeniu wpłaconych rat według kursu, jaki wynikałby z nieważności umowy, mogła odzyskać kilkadziesiąt do nawet kilkuset tysięcy złotych – w zależności od wysokości kredytu, długości spłaty i wahań kursu w danym okresie. 

To nie jest wyjątek. Z danych rynkowych wynika, że w bankach notowanych na giełdzie wciąż toczy się kilkadziesiąt tysięcy aktywnych sporów frankowych, a znaczna część nowych pozwów dotyczy już spłaconych kredytów CHF – ich właściciele dopiero teraz decydują się dochodzić zwrotu nadpłaconych pieniędzy.

Co zrobić, jeśli kredyt frankowy jest już spłacony?

Spłacenie kredytu frankowego nie zamyka Ci drogi do dochodzenia roszczeń. Jeśli Twoja umowa zawierała klauzule przeliczeniowe oparte na tabeli kursowej banku, nadal możesz domagać się zwrotu nadpłaconych rat – niezależnie od tego, czy kredyt został już w całości spłacony. Pierwszym krokiem jest sprawdzenie treści Twojej umowy oraz sposobu, w jaki bank przeliczał raty. Jeśli zapisy o kursie były sformułowane ogólnikowo, bez jasnych i sprawdzalnych zasad – masz solidną podstawę do złożenia pozwu.

Jeśli chcesz sprawdzić, czy Twoja umowa kredytowa zawiera niedozwolone zapisy dotyczące kursu franka, skontaktuj się z Kancelarią Dyś i Wspólnicy – przeanalizujemy Twoją umowę i podpowiemy, jakie masz możliwości odzyskania nadpłaconych pieniędzy.

Czy każda umowa kredytu frankowego zawierała niedozwoloną klauzulę kursową?

Nie każda, ale zdecydowana większość umów zawieranych w Polsce w latach 2004-2011 opierała się na tabelach kursowych banku bez jasno określonych zasad ich ustalania. Sprawdzenie konkretnej umowy pozwala jednoznacznie ustalić, czy dotyczy to również Twojego przypadku.

Czy mogę dochodzić roszczeń, jeśli kredyt został spłacony kilka lat temu?

Tak. Całkowita spłata kredytu nie jest formalną przeszkodą do żądania zwrotu nadpłaconych środków ani do kwestionowania ważności umowy.

Ile trwa sprawa sądowa dotycząca kredytu frankowego?

Czas trwania zależy od sądu i skomplikowania sprawy, jednak dzięki ugruntowanej linii orzeczniczej wiele spraw kończy się szybciej niż jeszcze kilka lat temu, a zdecydowana większość wyroków jest korzystna dla kredytobiorców.